Niestety musiałam zakończyć głodówkę, bo bardzo źle się czułam. Gdybym wiedziała, że dłuższa głodówka tak pomaga przy panowaniu nad sobą to bym je o wiele częściej robiła.
Pierwszy dzień był najgorszy, ale jakoś udało mi się wytrzymać. Natomiast wczoraj było zabawnie, ponieważ cały czas czułam się jak naćpana, oprócz tego wypiłam puszkę coli zero i kilka łyków wody kokosowej (ok. 15kcal). Najgorszy był dzień dzisiejszy, ledwo wstałam z łóżka i pierwsze co oczywiście zrobiłam to weszłam na wagę, od razu się przebudziłam gdy zobaczyłam 46,6
Wreszcie znowu zaczełam chudnąć!
Słabo czułam się w szkole więc postnowiłam wypić puszkę wody kokosowej (świetnie hamuje apetyt i do tego jest słodka), którą pewnie spaliłam, ponieważ biegaliśmy na wf, potem jeszcze zjadłam "obiad" żeby nie zemdleć.
Bilans:
-woda kokosowa ok. 60kcal
- kawałek mielonego 30kcal
- gotowany kalafior (50g) 11kcal
- gotowane brokuły (30g) 11kcal
- 4 mini marchewki 3kcal
Razem: 115kcal
Chyba nie jest źle, oczywiście się nie najadłam, ale przynajmniej nie zamdleje.
Muszę w końcu zjeść obiad z rodzicami, bo moja mama ostatnio zauważyła że wogóle przy nich nie jem. Ona chyba najbardziej próbuje mnie kontrolować co jest strasznie wkurzające.
Dzisiaj moja najlepsza przyjaciółka powiedziała, że schudłam, ale chyba nie było to szczere, bo ona się potrafi wszystkiego domyślić i ciągle mi mówi "zauważyłam że nie nosisz już kanapek do szkoły". Ogólnie często wspomina o tym, że się martwi. Tylko, że ona może sobie jeść ile chce i nie tyje, a u mnie każdy kęs się liczy.
Troszkę się rozpisałam,
trzymajcie się kochane <3